Dreszer na podium w Paul Ricard 24h!

Po świetnych wynikach w sesjach treningowych, wygranych kwalifikacjach i znakomitych czasach w czasie wyścigu zespół Mission Possible Racing, który wsparł Maciej Dreszer, długo walczył o prowadzenie w swojej klasie podczas 24-godzinnego wyścigu cyklu 24H Series na torze Paul Ricard we Francji. Niestety, uszkodzenie auta sprawiło, że zespół dowiózł do mety trzecie miejsce w swojej klasie. Mimo to ten wyścigowy weekend 19-latek z Tarnowa zapamięta na długo.

To było jedno z najbardziej niezwykłych sportowych wyzwań przed jakimi w swojej karierze stanął Maciej Dreszer. Młody polski kierowca wyścigowy został poproszony o wsparcie austriackiego zespołu Mission Possible Racing którego trzon tworzą… kierowcy po ciężkich urazach kręgosłupa, na co dzień poruszający się na wózkach inwalidzkich. Mission Possible Racing, fenomen w światowym motorsporcie, z powodzeniem startuje w prestiżowych imprezach samochodem BMW M235i Racing wyposażonym w specjalny system pozwalający sterować gazem i hamulcem bez konieczności naciskania pedałów. Cel na wyścig we Francji był jasny – zwycięstwo w klasie CUP1 w której ścigają się samochody BMW M235i Racing.

Od początku realizacja planu szła znakomicie. W kwalifikacjach Maciej „wykręcał” najlepsze czasy i wywalczył dla Mission Possible Racing pole position w swojej klasie. W wyścigu BMW M235i Racing z numerem 70 prowadziło przez długi czas – do momentu pechowej nocnej kolizji która kosztowała zespół blisko pół godziny straty na naprawę uszkodzonej chłodnicy. W tej sytuacji udało się dowieźć do mety trzecie miejsce w klasie CUP1.

Po wyścigu Maciek nie był usatysfakcjonowany. „Ten rezultat pozostawia niedosyt, ale co zrobić? Zostałem poproszony o wsparcie zespołu Mission Possible Racing i wykonałem zadanie – byłem najszybszy, wygrałem kwalifikacje, „robiłem” najlepsze czasy w trakcie wyścigu. Trzeba jednak pamiętać że mieliśmy dużo trudniejsze zadanie niż kierowcy z innych zespołów – Gustav Engljahringer i koledzy korzystają z pomocy mechaników przy wsiadaniu i wysiadaniu z samochodu więc nasze pitstopy trwały dłużej niż w przypadku innych zespołów. Staraliśmy się to nadrabiać dobrą jazdą i to się udawało, bo długo walczyliśmy o zwycięstwo w swojej klasie. Niestety kolizja zabrała nam nadzieję na wygraną”.

Ale Maciek wywozi z Francji także dobre wspomnienia: „Paul Ricard Circuit to przepiękny i niesamowicie położony obiekt – tuż nad Morzem Śródziemnym. Każdy team miał do dyspozycji luksusowy boks serwisowy z klimatyzacją i basenem! To było konieczne, bo podczas wyścigu panowały pustynne wręcz upały. W nocy temperatura przekraczała 30 stopni! Dość powiedzieć że podczas mojej dwugodzinnej zmiany podeszwa buta po prostu stopiła mi się od gorącej podłogi auta!”